Posty oznaczone jako ‘riding boots’

h1

Opowiadanie

4 listopad 2007

Autor nieznany ….. publikuje bez wiedzy i zgody autora.

Sytuacja nie była najlepsza, wyglądało na to, że Marek nie zda do trzeciej klasy. Stefan nie rozumiał, dlaczego wychowawczyni jego syna wykazuje taki upór, jej argumenty wydawały mu się zupełnie nieprzekonywujące, za? sama sytuacja niezbyt jasna. Siedział teraz na niziutkim krześle, w pustej sali na której do niedawna odbywała się wywiadówka. Wychowawczyni, pani Klaudia, poszła po dyrektorkę szkoły na życzenie Stefana, który po prostu zaczął tracić cierpliwość. Rozmowa zrobiła się dość nieprzyjemna i teraz żałował, gdyż wszystko to mogło się zemścić na Bogu ducha winnym Marku. Drzwi otworzyły się i do ?środka weszły obie kobiety. Pani Klaudia miała jakie? 30 lat i była bardzo atrakcyjną kobietą: jakie? 170 cm wzrostu, ciemno blond włosy z jaśniejszymi pasemkami, okrągłe piersi widoczne przez obcisły sweterek, krótka spódniczka z materiału przypominającego skórę i modne czarne botki na wąskim słupku, z kwadratowym noskiem. Miała dość charakterystyczna urodę, podkreśloną przez mocno zaznaczone kości policzkowe. Tuz za nią weszła jej szefowa, znakomicie wyglądająca 40-latka, szczupła, niemal chuda, obcięta krótko i bardzo wyraziście umalowana. Ubrana była w szary komplet: wąskie spodnie i marynarka, białą koszulę z kołnierzykiem wypuszczonym na marynarkę i botki na wysokim obcasie, o szpiczastym nosku. Usiadły za biurkiem nauczycielskim, dyrektorka nieco bokiem, tak że Stefan widział jej nogę założona na drugą nogę.

- A więc kwestionuje pan kompetencje moich pracowników ?
– Nie, skądże, po prostu nie bardzo rozumiem…
- Oczywiście, że pan nie rozumie, bo jest pan zbyt głupi !
- Jak pani może… – Stefan aż poczerwieniał
- Mogę, mogę – przerwała ma dyrektorka – Słuchaj uważnie i nawet nie próbuj mi przerywać. Mogę na przykład nie przepuścić tego tępego gnojka do następnej klasy, to już wiesz, ale mogę także skierować go do szkoły specjalnej na podstawie badań psychologicznych, a wtedy naprawdę zrobią z niego niedorozwoja. Rozumiesz ?
- Pani nie może tak zrobić !
- Chcesz sprawdzić ? Być może jako? go wybronisz, ale to co przejdzie na zawsze będzie dla niego ciężarem. Teraz słuchaj dalej. Mogę też promować go do następnej klasy, bo ja tu rządzę, jestem to bogiem. A bogów się czci, czyż nie ? Dlatego będziesz musiał odzyskać łaski moje i pani Klaudii, jasne ?
- Chcecie pieniędzy ?
- Pieniędzy też, ale przede wszystkim chcemy ciebie. Zostaniesz naszym niewolnikiem – załśmiała się dyrektorka.
- Co to za bzdury ?
- Na twoim miejscu nie używałabym takiego tonu. Teraz na kolana i podpełznij tu ! – dyrektorka wskazała podłogę u swoich stóp.

W jej głosie Stefan wyczuł co? takiego, co zmusiło go do namysłu. W pierwszym odruchu zamierzał po prostu wyjść, ale możliwe konsekwencje przeraziły go. Dyrektorka była nienormalna, co do tego nie miał już żadnych wątpliwości, a więc także zdolna do podłości o których mówiła. W końcu jednak postanowił przerwać te farsę i wstał kierując się do drzwi. Usłyszał, jak za jego plecami wstaje jedna z kobiet.
- Błąd ! – powiedziała dyrektorka.
W momencie gdy dotykał klamki potworny ból w placach rzucił nim o ziemię. Gdy po kilkunastu sekundach odzyskał wzrok zobaczył stojącą nad sobą kobietę z elektrycznym paralizatorem w ręce. Podparł się na łokciach aby wstać, ale w tym samym momencie dyrektorka kopnęła go w brzuch. Z jękiem zwinął się w pół, ale wtedy od tyłu kopnęła go w nerki pani Klaudia. Stefan nie był wysportowany, nigdy też nie potrafił się bić. Pierwszy raz w życiu spotkał się z taką przemoc. Ciosy, które otrzymał były tak bolesne, iż strach przed następnymi po prostu go paraliżował. Zdawał sobie sprawę, że zanim się podniesie, kobiety zdąż go kilka razy kopć i z powrotem powalić na ziemię. Gdyby tylko udało mu się wstać, mógłby uciec, być może unieszkodliwiając je przedtem. Ale leżąc na ziemi miał wobec nich podobna szansę jak ?ślimak na chodniku wobec obutej stopy. Jedynš nadzieja było to, że zdoła osłabić ich czujność i uciec później, a to wymagało chwilowego przyjęcia ich warunków.
- Co mam robić ?- stęknął
- Co mam robić, Pani ! – krzyknęła dyrektorka i potężny kopniak w pierś? pozbawił go tchu na kilka sekund.
- Co mam robić, Pani ? – jęknął z trudem.
- Teraz lepiej. Rozbieraj się !
Tego się nie spodziewał, to stanowczo utrudniało ucieczkę, ale trudno, myślał, musiał zaryzykować. Z trudem zaczął z siebie ściągać ubranie i po kilku minutach siłowania się z garderobą w końcu leżał na zimnej podłodze nagi. Pani Klaudia kopniakami odrzuciła jego ubranie w kąt, wygodnie usiadła na ławce, założyła nogę na nogę i rozkazującym tonem powiedziała:
- Wyliż mi podeszwy !
Stefan nawet nie wyobrażał sobie, że może go spotkać co? tak poniżającego, Bóg jeden raczył wiedzieć po czym chodziła pani Klaudia. A teraz on miał lizać jej brudne buty !
- Nigdy ! – krzyknął i poderwał się.
W tej samej chwili but dyrektorki trafił go w splot słoneczny. Runął na ziemię, a wtedy posypały się następne razy. Kobieta bezlitośnie kopała go po całym tułowiu twardymi czubkami butów, raz lewym, raz prawym. Stefan jęczał i próbował zasłaniać się przed ciosami ale jego sprawczyni nie robiło to żadnej różnicy, po prostu kopała go, nawet nie używając całej siły swoich nóg. Nie był w stanie bronić się, nie mógł jej powstrzymać, był całkowicie zdany na jej łaskę i niełaskę. Nagle razy ustały.
- Wyliż mi podeszwy – usłyszał ponownie głos pani Klaudii.
Nie zaryzykował sprzeciwu, z trudem przekręcił się w stronę ławki i tuż nad sobą ujrzał podeszwę buta. Dalej widział także smukłe uda kobiety w ciemnobrązowych rajstopach, znikające pod wysoko podsunięta spódniczka. podniósł się na łokciach i zadzierając głowę delikatnie dotknął końcem języka podeszwy. Spody botków były wykonane z tworzywa sztucznego, miały dość delikatny bieżnik, mocniej starty pod palcami. Na samym środku podeszwy widać było ciemniejesz, jakby tłusta plamę. Poczuł słonawy smak brudu i język zaczął go natychmiast szczypać. Podeszwa była nieprzyjemnie szorstka, Stefan aż zadrżał od niemiłego uczucia, podobnego do wywołanego przez tarcie twardą kredę o tablicę.
- Nie czuję, żeby? lizał. – powiedziała zirytowanym głosem nauczycielka- Albo zaczniesz się starać, albo zapoznasz się z moimi podeszwami w inny sposób.
Stefan natychmiast zaczął lizać tak mocno, jak tylko potrafił. Podeszwa miał obrzydliwy smak, język piekł go od kontaktu z szorstka powierzchni. Było mu niedobrze i nawet nie próbował myśleć co zlizuje z buta pani Klaudii.
- Jak ci smakuje, głupku ? – nauczycielka pochyliła się lekko – Jak to jest, być niczym, które musi wylizywać buty człowiekowi ?
Pani Klaudia opuściła w dół zadartą do góry stopę, tak że podeszwa oparła się na twarzy Stefana, zmuszając go opuszczenia się na rękach i mocniejszego zadarcia głowy, aby móc lizać niemal równoległą do podłogi zelówkę. Do bólu języka doszedł teraz ból karku i Stefan w końcu spytał:
- Już ?

Reakcja pani Klaudii szybko uświadomiła mu jak bardzo niewłaściwie sie zachował. Nauczycielka uniosła stopę do góry i kopnęła go obcasem buta w czoło. Twardy plastik rozciął skórę i po chwili Stefan leżał twarz do ziemi przyciskając dłonie do czoła. Pani Klaudia zeskoczyła ze stolika, obeszła lezącego mężczyznę i z ogromnš siła nadepnęła obcasem na podeszwę jego stopy. Stefan zawył z bólu i zwinął się w kłębek. Nauczycielka znowu obeszła go dookoła i oparła stopę na jego uchu, po czym przenosząc niemal cały ciężar na te nogę wykonała stopę kilka ruchów takich jak przy gaszeniu niedopałka. Stefan wyjąc jak zwierz chwycił jej stopę, wpijając paznokcie z całej siły i próbując odepchnąć żądający mu cierpienia but. Kobieta nawet nie zauważyła, iż Stefan wpił w skórę buta paznokcie i kontynuowała dzieło zniszczenia. Miękka tkanka ucha nie miała żadnych szans w starciu z obuta stopę i po kilku jej ruchach spod podeszwy buta popłynęła krew, tak jakby pani Klaudia rozgniatała jakiego!
? tłustego robaka. Ból był tak straszny, iż po chwili Stefan stracił przytomność.
- No i co z nim robimy ?
- Myślę, że przyda mu się reedukacja u mojej siostry. – odpowiedziała pani Klaudia
- Znakomity pomysł, idę po samochód !

Ewa zachichotała. Złośliwie, choć autentycznie rozbawiona. Jej siostrzenica zaś po prostu pękała ze śmiechu obserwując wysiłki Stefana. Próbował wstać, co już tylko z racji dwudziestocentymetrowej warstwy rzadkiego błota nie było łatwe, gdy się ma związane na plecach ręce. Gdy tylko zdołał złapać nieco równowagi, Monika szarpała za smycz przyczepioną do obroży na jego szyi lub kopała go długą nogą, tak że za każdym razem ponownie padał w błoto. Widok był przekomiczny Nagi mężczyzna, cały utytłany w błocie, szczękał z zimna zębami i wypluwał z ust grudki ziemi. W końcu Ewa znudzona ta zabawą przydepnęła kark Stefana stopą obutą w but do konnej jazdy. Stefan zapiszczał cieniutko, ale Ewa nie zwróciła na to uwagi. Schyliła się i zaczepiła gruby rzemień o sznur krępujący jego nadgarstki. Koniec podała Monice, znacząco przy tym kiwając głową. Monika obeszła Stefana i szarpnęła za rzemień, podrywając ręce mężczyzny do góry i wyłamując je. Stefan zawył z bólu, ale przydepnięty masywnym butem nie mógł nawet drgnąć. Ewa z politowaniem popatrzyła na jego żałosną postać wdeptaną w błoto przez dwie dominujące kobiety. Czuła satysfakcję z faktu, iż ma taką władzę. Jej wąska stopa bezpiecznie i komfortowo spoczywała w mocnym bucie, otulona czarną pończochą i mięciutką, grubą skarpetą. Poruszyła w bucie palcami i stwierdziła, że mimo temperatury bliskiej zera jej stopa jest wilgotna od potu.
Monika na chwilę poluźniła rzemień, żeby za sekundę szarpnąć ją całej siły. Stefan zawył i kosztem zdartego z karku płata skóry upadł na plecy. Ewa z trudem utrzymała równowagę i w odruchu złości kopnęła mężczyznę w głowę, co spowodowało kolejny okrzyk bólu. Stefan nieporadnie wił się w lodowatym błocie usiłując zmniejszyć rwący ból w wyłamanych barkach, cały czas pojękując. Ewa stanęła nad nim okrakiem, schyliła się, chwyciła go dłonią za policzki, rozwierając mu uściskiem żeby i powiedział:
- Rozwiążemy cię i będzie mniej bolało, ale musisz wylizać nam potem buty, jasne? Jeśli nie, weźmiemy cię pod obcasy.
Stefan kiwnął głową na znak, że rozumie. Silnym kopnięciem Monika przewróciła go na brzuch i jednym cięciem noża uwolniła jego ręce. Mężczyzna z ulgą wyprostował przed sobą ręce. Ewa zrobiła krok do przodu, nadepnęła mu na dłoń a drugi but podsunęła mu do samej twarzy. But był niemal całkowicie pokryty błotna mazią, ale Stefan nie miał wyboru. Zaczął lizać, lecz już po chwili zauważył, że tylko rozmazuje gliniaste błocko. Było tylko jedno wyjście: delikatnie przykładając usta do buta zaczął wsysać błoto, pomagając sobie językiem. Wyglądało to niczym namiętne pocałunki, co zresztą zauważyła Monika i złośliwie skomentowała. Tymczasem Stefan stał się już siny z zimna i z trudem zlizywał błoto z buta Ewy. Nie zwracając specjalnej uwagi na drżącego w błocie mężczyznę kobiety rozmawiały o różnych błahych sprawach.

- W tych buciorach okropnie pocą mi się stopy – zwierzyła się Monika.
- A wiesz, że mi też !
- Pewnie dlatego, że skóra jest gruba i impregnowana i wcale nie przepuszcza powietrza.
- No i te grube skarpety…
- Jak wrócimy do domu, to coś z tym trzeba będzie zrobić. Na pewno strasznie śmierdzą mi nogi
Stefan wylizywał teraz oficerki Moniki, myśląc z zimna już tylko o wykonywanej czynności. Z odrętwienia wyrwał go kopniak w bok.
- Wstawaj !

Stefan z trudem podniósł się na kolana. Monika brutalnie chwyciła go za ręce i związała je rzemieniem, tym razem z przodu. Zaciągnęła rzemień i znienacka kopnęła go w genitalia. Stefan runął jak rażony piorunem, ciężki but trafił czubkiem u nasady członka, tuż nad moszną, ale podeszwa przygniotła jądra, niemal pozbawiając go przytomności. Gdy leżał w błocie dysząc ciężko Monika przywiązała rzemień do linki holowniczej zaczepionej o hak z tyłu Jeepa Grand Cherokee. Po chwili ośmiocylindrowy silnik ryknął i samochód posłuszny ruchowi stopy Ewy opartej na pedale przyśpieszenia ruszył z miejsca. W tej chwili do jej dyspozycji było 300 koni mechanicznych i Stefan nie miał żadnych szans stawienia oporu. Zdążył tylko zerwać się na nogi i kuśtykając biegł za samochodem. Po kilkudziesięciu metrach jazdy po błotnistej drodze znaleźli się na utwardzonej żwirem alei. Auto nieznacznie przyspieszyło zmuszając Stefana do dość szybkiego truchtu. Dopiero teraz poczuł, że porusza się po kamienistej nawierzchni. Jego bose stopy boleśnie odczuwały każdy większy kamień, zaś drobny żwir kłuł go przy każdym kroku. Samochód lekko zwolnił i otworzyły się drzwi od strony pasażera. Monika usiadła bokiem, tak że opierała stopy na stopniu do wsiadania. Jedną nogę uniosła do góry i krzyknęła do Stefana:
- Wyliż mi podeszwę.
Stefan nie zareagował, z trudem nadążając za samochodem.
- Wyliż, gnoju !
Wobec dalszego braku reakcji Monika odwróciła się i powiedziała coś do Ewy. Nagle silnik ryknął głośniej i potężne szarpnięcie zwaliło Stefana z nóg. Samochód ciągnął go jeszcze przez kilka metrów i w końcu zatrzymał się. Trzasnęły drzwiczki i Stefan ujrzał przed samą twarzą dwie pary czarnych butów do konnej jazdy.
- Dlaczego nie wykonałeś rozkazu ?
- Nie mogłem biec szybciej, bolą mnie stopy, żwir jest ostry…
Monika szurnęła kilka razy butem po kamieniach i powiedziała:
- Nic nie czuję. Kłamiesz i musisz ponieść karę !
Obróciła się tyłem do Stefana i kucnęła. Miał przed oczami jej szczupłe pośladki opięte jasnymi bryczesami. Monika pierdnęła,
- Uch, ohyda – zaśmiała się Ewa.
Stefan po chwili poczuł charakterystyczną woń siarkowodoru i odruchowo odwrócił głowę.
- Błąd numer dwa – powiedziała Monika, która zdążyła wstać i obrócić się.

Kopnęła go w twarz, w policzek. Jej szczupłe udo nadało twardemu czubkowi buta ogromną prędkość, co w połączeniu z masą nogi nie dało zębom Stefana żadnych szans. Niestety, ewolucja kształtując ludzką czaszkę nie przewidziała butów. Gdyby Monika kopała bosą stopą, część energii pochłonęłby palce jej stopy, być może łamiąc się. Dzięki butom do konnej jazdy jedyną konsekwencją, jaką poniosła Monika było ubrudzenie krawędzi podeszwy kilkoma kroplami krwi z rozciętego policzka. Stefan przeturlał się na plecy szlochając z bólu i wypluł cztery zęby. Monika uniosła nogę by zmiażdżyć mu twarz obcasem, ale Ewa powstrzymała ją, chwytając za ramię.
- Spokojnie, za szybko się zużyje !
Schyliła się nad Stefanem
- Teraz chyba już pojąłeś, że nie należy nic robić bez naszej zgody. Twoja sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia, w tej chwili jesteś tylko zabawką moją i mojej siostrzenicy. Jasne ?
- Tak
- To dobrze. Jeżeli spełnisz nasze oczekiwania, to może nawet ujdziesz z życiem.
Stefan dygotał nie tylko z zimna ale i ze strachu. Przemoc z jaką spotkał się przed chwila odebrała mu ochotę na jakikolwiek opór i liczył już tylko na to, że dadzą mu spokój jeśli będzie posłuszny. Gdzieś w głębi czuł jednak coś dziwnego, coś co przerażało go: rosnące przekonanie, iż one maja prawo robić z nim takie rzeczy, gdyż są istotami wyższymi. Tak jak nikogo nie gani się za zdeptanie karalucha, tak nie mógł mieć do nich pretensji o cierpienia jakie mu sprawiały.
Z odrętwienia wyrwał go trzask drzwiczek i odgłos zapuszczanego silnika. Najprędzej jak tylko mógł wstał i ruszył truchtem za samochodem. Po chwili prawe drzwi otworzyły się i Monika oparła na stopniu nogę.
-Poliż ! – rzuciła wskazując urękawiczoną dłonią but.
Stefan przyśpieszył i po chwili biegł tuż obok kabiny. Schylił się i chwycił dłońmi za stalowy stopień. Dzięki temu mógł nie przerywając biegu pochylić się nad stopą dziewczyny. Z trudem zaczął lizać, potykając się co chwilę i boleśnie uderzając ustami o but Moniki.
- Jak to jest: lizać czyjś ubłocony but, co ? Smakuje ci piesku ?
Jej zimne, zielone oczy były pełne pogardy gdy uniosła nogę, oparła mu na klatce piersiowej stopę i pchnęła, tak że zatoczył się do tyłu i upadł. Po niecałej sekundzie sznur szarpnął i samochód powlókł go po żwirze. Stefan stracił przytomność.

Leżał na zimnej, kamiennej podłodze dużego pomieszczenia bez okien, oświetlonego ostrym jarzeniowym światłem. Była to zapewne piwnica sądząc po nie otynkowanych ścianach z cegły i rurach przebiegających wzdłuż jednej ze ścian pod sufitem. Był obolały i zziębnięty. Językiem wymacał miejsce po zębach i syknął z bólu. Właściwie bolało go wszystko, łącznie z podeszwami stóp poharatanymi żwirem. Po chwili wysiłków udało mu się wstać i w tym samym momencie otworzyły się drzwi. Do środka weszła Monika, stukając podkutymi obcasami o posadzkę. Na jego widok podparła się pod boki i wybuchła śmiechem. Stefan stracił panowanie nad sobą i z rykiem rzucił się na nią. Dziewczyna zwinnie uskoczyła w bok i podstawiła mu nogę. Stefan upadł. Natychmiast spróbował się poderwać, ale Monika kopnęła go w bok. Upadł, znowu próbował wstać i tym razem dziewczyna bezlitośnie kopnęła go w skroń. Zaszumiało mu w głowie i zwalił się na podłogę. Zrozumiał, że nie ma żadnych szans, zwinął się więc w oczekiwaniu na dalsze ciosy. I ciosy posypały się. Monika kopała go metodycznie. Jej długie nogi raz po raz wykonywały zamach i z głuchym odgłosem jej but uderzał w nagie ciało Stefana. Kopała go w zasłonięte rękami klatkę piersiową i brzuch, co pewien czas przebijając się przez jego zasłonę i wywołując eksplozję bólu. Po minucie przedramiona mężczyzny były całe sine i w wielu miejscach krwawiły. Stefan zaczął jęczeć, to było silniejsze od niego. Jęczał z bólu i ze strachu. Oprawczyni jawiła mu się jako coś nieuniknionego i w ostatnim przebłysku zrozumiał jak musi się czuć kopany przez własnego pana pies. Tracąc przytomność wyszeptał jeszcze “błagam…”
Ocknął się, gdy strumień wody uderzył go w twarz. Zasłaniając się rękami przed strumieniem lodowatej wody chlastającym go po twarzy próbował odczołgać się w kąt, ale woda nadal bezlitośnie chłostała jego nagie ciało. Przez ściekającą z włosów wodę ujrzał stojącą w drzwiach Ewę. Miała na sobie sięgające prawie krocza czarne wodery, takąż pelerynę i sięgające łokci grube gumowe rękawice. W dłoniach trzymała szlauch i z zimnym uśmiechem na twarzy polewała kulącego się w kącie Stefana. W końcu woda przestała lecieć, Ewa odrzuciła szlauch i podeszła do niego, rozchlapując butami kałuże. Podstawiła mu pod nos gumowy bucior i zażądała:
- Wyliż !
Stefan posłusznie zaczął liżąc zimną podeszwę opartego na obcasie buta. Drżał z zimna, z lekiem zerkając na lustrujące go oczy kobiety. Ewa zauważyła to i brutalnym ruchem przydepnęła mu twarz, tak że oparł się policzkiem o zimną posadzkę.
- Nie pozwoliłam ci patrzeć na mnie, niewolniku !
Cofnęła stopę, boleśnie drażniąc szorstka podeszwą obity policzek mężczyzny.
- Jesteś już czysty, więc możesz pójść ze mną.
Stefan z trudem podniósł się na nogi. Wywołało to grymas wściekłości na twarzy kobiety.
- Kto ci pozwolił wstać ?!
Ciężki gumowy bucior z rozmachem plasnął o jego podbrzusze, zginają go w pół i rzucając nim o ścianę. Z jękiem osunął się na ziemię.
- Pełznij robaku !
Stefan posłusznie zaczął się czołgać w kałuży lodowatej wody, boleśnie ocierając brzuch, kolana i łokcie o kamienie. Gdy już był blisko drzwi Ewa od niechcenia nadepnęła mu na dłoń. Jęknął z bólu. Ewa obróciła stopę na obcasie rozrywając mu skórę na dłoni i rzuciła:
- Pamiętaj, kto tu rządzi…
Po kilku minutach jego pełźnięcia wydostali się na górę, do obszernego przedpokoju wyłożonego terakotą. Stefan ukradkiem obserwował, jak Ewa rzuca na podłogę rękawice i płaszcz, po czym ściąga ze szczupłych nóg wodery, ukazując wypuszczone na spodnie wełniane podkolanówki chroniące ją przed chłodem piwnicy, od razu wsuwając stopy w tenisówki, aby nie pomoczyć nóg.
-Chodź ! – rzuciła i po chwili znaleźli się w salonie, gdzie już czekała na nich Monika. Nadal miała na sobie buty do konnej jazdy, obcisłe bryczesy i takiż sweterek z golfem podkreślający jej szczupłość i duży biust. Na jej widok Stefan zadrżał. Monika opierała buty na małym stoliku i Stefan widział ich podeszwy. I widział też, że nadal są na nich ślady jego krwi.

O ! – ucieszyła się Monika – Nasz czyścioszek ! Chodź no tu !
Stefan posłusznie zbliżył się na czworakach do stolika, tak że stopy dziewczyny zasłaniały mu prawie cały widok.
- Zdejmij mi buty – rozkazała Monika
Stefan klęknął i ujął jej stopę w dłonie. Po kilku chwilach siłowania się udało mu się ściągnąć lewy but. Monika obserwowała go z zaciekawieniem i gdy tylko jej biała bawełniana skarpetka, w która wsunięta była nogawka ujrzała światło dzienne, powiedziała:
- Teraz skarpeta
Stefan posłusznie ściągnął lekko wilgotną pod palcami skarpetkę. Wąska, o bardzo długich palcach stopa opięta była cienka czarną pończochą ze wzmacnianymi palcami. Delikatna woń potu, którą czuł już po ściągnięciu buta, gwałtownie przybrała na sile, najwyraźniej dziewczyna nosiła te same rajstopy od kilku dni, zaś skarpety założyła dopiero dzisiaj. Jej stopa miała zapach dojrzałego pleśniowego sera, duszący smród natychmiast wypełnił nozdrza mężczyzny. Nie mógł opanować zaskoczenia i odruchowo zaczął oddychać przez usta, co Monika skwitowała wybuchem śmiechu. Niemal natychmiast usłyszał za sobą ruch i nim zareagował jego usta zostały zaklejone przez Ewę szeroką taśmą do pakowania, która następnie chwyciła go za włosy i przycisnęła twarzą do stopy Moniki, tak, że nozdrza znalazły się dokładnie pod palcami. Czuł, jak przepocona pończocha wręcz przykleja się do jego twarzy. Nie wiadomo kiedy Ewa przestała dociskać jego twarz do śmierdzącej stopy, gdyż sam starał się nie stracić z nią kontaktu, z obawy przed karą. Zauważył, że Ewa usiadła obok Moniki i także położyła stopy na stoliku. Były nieco krótsze, równie wąskie, lecz o krótszych palcach, opięte grubymi czarnymi rajstopami z mnóstwem lycry. Rajstopy były po prostu mokre od potu na całej powierzchni, na której stykały się z butami i biła od nich niezwykle silna woń świeżego potu. Stefan nigdy dotąd nie czuł się tak upokorzony. Został sprowadzony do roli zwierzęcia i właściwie dobrowolnie wtulał twarz w przepocone okrycia stóp kobiet. Wolał jednak to, niż bezlitosne kopnięcia wymierzane twardymi buciorami.
- No to liż ! – rozkazała Monika
Stefan wiedział już, jak kończą się próby oporu, stercząca obok stopy podeszwa buta przypominała mu, co może go spotkać w razie sprzeciwu. Gdy pracowicie lizał przepocone rajstopy, jego właścicielki zaczęły rozmawiać, po chwili zrozumiał, że dotyczy to właśnie jego.
- Wypatroszymy ten wielki worek do trenowania kopnięć, jego zakneblujemy, zwiążemy no i wsadzimy w jakąś folię, żeby krew nie wyciekała.
- Tak jest ! Tylko trzeba powiedzieć dziewczynom, żeby trenowały w butach.
Tego Stefanowi było za wiele, wizja treningu karate z nim w roli worka wystarczyła. Poderwał się i rzucił w stronę drzwi. Za plecami usłyszał przekleństwa i zamieszanie związane z zakładaniem butów. Korytarz, drzwi, otwarte na szczęście i już był na dworze. Pędem rzucił się w stronę bramy, do której wiodła 30 metrowa wyasfaltowana droga, obiegająca klomb przed domem. Był już przy bramie gdy w drzwiach ukazały się jego oprawczynie. Zmierzch był jego największym sprzymierzeńcem. Po karkołomnym skoku ze szczytu bramy już tylko asfaltowa droga dzieliła go od dającego schronienie lasu. Potkniecie sprawiło, iż nagle znalazł się na czworakach na środku drogi. Szum pędzącego samochodu był ostatnią rzeczą jaką w życiu usłyszał. Potężne uderzenie rozpędzonego auta zabiło go od razu, zaś jego ciało poszybowało do wypełnionego wodą rowu. Kierująca terenowym samochodem 18-latka nie zwolniła, któżby bowiem przejmował się jakimś głupim rozjechanym psem. Powinni go byli pilnować, i tyle. Jej mała stópka w zgrabnym pantofelku na wąskim obcasie nawet nie drgnęła na pedale gazu. Ponownie uniosła głowę i dalej poprawiała makijaż wpatrzona w lusterka na osłonie przeciwsłonecznej.

h1

a stopy suche …..

4 listopad 2007

h1

16-09-2007

15 wrzesień 2007

Dzisiaj znalazłem fajną fotkę. Kliknij aby zobaczyć więcej.

rubber riding boots

Sam nie wiem, co mnie pociąga w tego typu butach … może to, że są odporne na większość substancji, może to, że ratują stopy właścicielki przed przemoczeniem …. sam nie wim