Stałą się rzecz niebywała. Widziałem dziewczynę w oficerkach. Może nie do końca na ulicy, bo na placu składu materiałów budowlanych.Miała na oko z 20-22 lata. Ubrana w czarną pikowaną kurkę zakrywająca pupę, do tego ciemnogranatowe jeansy wpuszczone w kozaczki przypominające na pierwszy rzut oka oficerki. Z kozaczków wystawało może z 5-6 cm błękitnych skarpetek.
Auto miały zostawione kawałeczek za biurem. Jak wysiadła po prostu nie mogłem oderwać od niej wzroku. Szła dumnie rozchlapując butami lekko roztopiony śnieg. Pomyślałem sobie – na pewno ma skórzane te oficerki, bo kałuże ominęła. Co nie zmienia faktu, że jej matka szła krokiem zająca przeskakując w czułenkach przez grudy śniegu. Specjalnie poczekałem aż wyjdą z biura, żeby mieć okazje jeszcze raz zaobserwować wspaniałą dziewczynę w jakże doskonałych butach. Musiałem być cierpliwy bo wyszły dopiero po 40 minutach.
Dziewczyna trzymała w ręce jakiś kwit. Od razu spracowałem, że pójdzie z nim na magazyn. Moja wyobraźnia pracowała szybko. Na środku placu jest breja składająca sie w znacznej części z wody, w mniejszej z topniejącego śniegu. I myślę sobie – albo przejdzie przez to, albo podjedzie sobie autem. No i czekam na rozwój wypadków. Matka poszła do auta, a dziewczyna szybkim krokiem skierowała się do magazynu. Idąc marszem rozchlapywała breje niekiedy nawet na dwa metry. Gdy doszła do największej kałuży, byłem ciekaw czy jednak obejdzie ją dookoła, ale ona nie, twardo w wodę. Szła troszkę wolniej, w sięgającej jej do połowy wysokości butów lodowatej wodzie. Sądzę, że nawet nie podejrzewała jak lodowata może być ta woda. Stopy miała doskonale zabezpieczone. Wysokie, na 90% wyściełane w środku oficerki prawdopodobnie z firmy Aigle. Do tego wysokie skarpety. Żadna kałuża nie powinna jej przeszkodzić w dotarciu do celu. Doszła do magazynu, dała magazynierowi kwit. W tym czasie jej matka podjechała autem pod magazyn.
Dziewczyna jednak nie wsiadła do samochodu tylko wyciągnęła sobie papierosa. Stałą przed magazynem pociągając sobie co jakiś czas. Wtedy też zauważyłem, że miała błękitne skórzane rękawiczki. A ja nadal nie mogłem się napatrzeć na jej stopy. A ona tak jak by od niechcenia pokopywała sobie butem w kupkę śniegu. Kilkakrotnie trafiła na jakieś miękkie miejsce tak, że jej bucik wbił się aż do pięty. A te gródki śniegu co odpadły z kupki zaraz skrzętnie zamieniała w rozdeptaną breję. Cudowny widok. Nadeptywała na śnieg i ruchem podobnym do gaszenia papierosa zamieniała do w chlapę.
Moja radość nie trwała długo, przyszedł magazynier, dał jej jakąś małą paczuszkę. On wzięła ją i podeszła do samochodu. Pech, albo raczej szczęście chciało, że przed bagażnikiem stała woda. Ale jej to nie przeszkadzało. Weszła w nią bez wahania. Woda ledwo co zakryła jej kostki. Otwarła bagażnik i wrzuciła pudełko. Zamknęła bagażnik. I zaraz wyrzuciła w tą wodę papierosa. I tak jakby odruchowo mocno go przydepnęła, że aż woda ochlapała jej drugą nogę pod kolana. Coś tam sobie chyba zaklnęła i wsiadłą do auta. I tyle co ją widziałem. Ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś takiego mnie spotka.
Może inne “krajowe” dziewczyny uświadomią sobie, że nie warto przemaczać sobie stóp w adidasach albo jakiś innych butach. Jest teraz tyle kolorowych i wzorkowatych kaloszy. Może one będą kiedyś “trendy”??
No i nie licząc wyglądu, mają jeszcze inne praktyczne zastosowanie. Choćby takie jak podczas dzisiejszej odwilży.