
Archiwum z czerwiec, 2008

Grupy dyskusyjne ….
9 czerwiec 2008Dziś znaleziony wpis …
Byłam dziś w Bykowie. Byłam! Nareszcie. Jestem ledwo żywa, ale i niewypowiedzianie szczęśliwa
Ubrałam swoje sztyblety, wsiadłam na rower i pojechałam. W lesie totalne bagno. Cały czas starałam się nie wpaść w tą breję. Pech chciał, że rower mi utknął w wodzie i wpakowałam sie w błoto. Drogi? Ha! Marzenia są piękne
Musiałam wrócić do domu i przebrać spodnie i przede wszystkim buty. 20 minut szukałam moich gumowych oficerek. Cały rok był schowane na dnie szafy. Ubrałam je, i ponowny wyjazd. Dobre 40 minut spóźnienia. Wsiadłam na rower i heja. Drogi pływały a ja starałam się nie przewrócić. I tak co chwilę musiałam zdejmować nogi z pedałów prosto w ciemno-brązową, miejscami nawet i czarną. Mimo to byłam spokojna – oficerki przez ten rok nic nie straciły na swojej szczelności. Zrobiłam kilka zdjęć w lesie, żeby pokazać Ani gdzie zazwyczaj jeżdżę. W końcu dotarłam do Bykowa, do pana Zygmunta. Podwórko przed stajnią zamieniło się w wannę pełną wody i błota. Nawet prowizorycznej “ścieżki” nie było. Dobrze że od razu na początku drogi zalałam sobie sztyblety bo tutaj zalałą bym je na bank, a na odwrót było by za późno. A tak to spokojnie razem z moim rowerem dostałam się do pierwszych drzwi mimo że momentami moje stopy znikały w mazi. “Zamknięte? Jak to? Nie możliwe!” “Przyjechałam za późno” Postawiłam rower. Drugie drzwi też zamknięte. Nie dały się otworzyć. Postanowiłam zobaczyć czy konie czasem na łączce nie siedzą. Przechodząc koło gnoju wpadłam pod kolana w gnojówkę. “Uff mało brakowało”. Ale nie zniechęciło mnie to jakoś. Wybrnęłam i stanęłam w końcu przed wybiegiem. Woda delikatnie przykrywała łąkę, ale koni nie było….
Reszta z mojego punktu widzenia nie była już taka ciekawa …





