

Znajoma ze studiów
16 listopad 2009Sylwia machnęła ręką w stronę stojącego pod drzewem auta. Takie spotkania nie są rzadkością, ale zawsze zaskakują. Piotr przełaził właśnie przez ogrodzenie nieużywanego wybiegu dla koni, skracając sobie drogę znad jeziora do ośrodka wczasowego, w którym spędzał wakacje, gdy zauważył idącą drogą wysoką dziewczynę. Nie bez trudu rozpoznał Sylwię, koleżankę ze studiów. Gdy siedem lat temu odbierali dyplomy prezentowała się znacznie mniej ciekawie: parę kilogramów nadwagi, źle dobrana fryzura i okropne, niemodne ciuchy. Teraz Sylwia miała nienaganną sylwetkę, doskonale widoczną przez bryczesy i obcisłą bluzkę bez rękawów. Długie, ciemnoblond włosy miała spięte w koński ogon. Wyglądała znakomicie w stroju do konnej jazdy. Piotr nigdy nie interesował się jazdą konną, ale nie miał nic przeciwko temu, aby kobiety nosiły taki strój. Obcisłe spodnie i piękne, błyszczące buty robiły na nim wielkie wrażenie. Na wszelki wypadek zasłonił się materacem, aby Sylwia nie mogła zobaczyć jak wielkie. Po krótkiej wymianie zdań Sylwia najwyraźniej zamierzała się oddalić. Piotr nie dał jednak za wygraną i desperacko zaproponował przechadzkę w celu, jak to określił, przypomnienia miłych i beztroskich lat. Ku jego zdziwieniu Sylwia zgodziła się bez specjalnych oporów. Ruszyli więc w stronę lasu, po drodze zostawiając jego materac i jej toczek i palcat w samochodzie. Było bardzo gorąco i bezwietrznie, ziemia i roślinność były wysuszone długim okresem braku deszczu.
- Musi być Ci gorąco w tych butach – rzucił odziany jedynie w kąpielówki i luźny t-shirt Piotr.
W tym samym momencie nadepnął bosą stopą na kamień wystający z ubitej, popękanej od gorąca polnej drogi i syknąwszy z bólu potknął się. Sylwia parsknęła śmiechem.
- Co kto woli! – zaśmiała się – Nie lubię obijać sobie nóg bez potrzeby.
To mówiąc kopnęła obcasem feralny kamień, wyrywając go z ziemi. Obuta była w wysokie do samych kolan buty z wąskimi noskami, o sztywnej cholewie, wykonane z błyszczącej, gładkiej skóry.
- Maja bardzo sztywne podeszwy, ale to w końcu buty do konnej jazdy a nie do spacerów. Mimo to bardzo lubię w nich chodzić – wyjaśniła.
Rozmawiając o losach kolegów i koleżanek z roku skręcili przez łąką w stronę pobliskiego zagajnika. Piotrowi marsz sprawiał coraz większe problemy, gdyż wyschnięte rośliny boleśnie wpijały mu się miedzy palce stóp, gdy przesuwał je do przodu. Także twarde grudy ziemi sprawiały mu ból, gdy na nie stawał. Zmuszało go to do wykręcania stóp, tak aby zminimalizować ucisk. Kątem oka obserwował jak stopy Sylwii beznamiętnie wybijają rytm jej kroków, zamieniając w pył grudy ziemi na które opadł jej but. Twarde podeszwy łamały i miażdżyły zeschnięte rośliny, wgniatały w ziemię kolczaste osty i krótkie, ostre, ułamane tuż przy ziemi łodygi traw, podczas gdy ich właścicielka nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, nie patrząc pod nogi. Piotr musiał prawie całą uwagę skupić na tym gdzie stawia stopy, gdyż weszli na część łąki, która z trzech stron otoczona była lasem i na której odbywały się liczne pikniki. Ziemia dosłownie usłana była kawałkami stłuczonego szkła, zardzewiałymi kapslami i innym śmieciem. Buty Sylwii bezlitośnie wgniatały w ziemię wszystkie te przedmioty stanowiące zagrożenie dla jego bosych stóp.
Obserwując stopy, Piotr nie mógł się powstrzymać, żeby nie zerknąć od czasu do czasu na jej poruszający się w rytm kroków okrągły biust. Rozmowa toczyła się żywo, aż do momentu gdy doszli do jednej z imprez w akademiku i przerwali niemal w pół słowa, bo uświadomili sobie, że przecież tamtej nocy prawie przespali się ze sobą. Był to efekt zapewne nadmiernej ilości alkoholu, ale też coś między nimi wówczas zaiskrzyło. Sylwia była wówczas nieatrakcyjna, miała jednak naturalny wdzięk i fantastyczne poczucia humoru, które sprawiały, że dobrze było być obok niej. Teraz stanęli naprzeciw siebie, zakłopotani tym co zaszło, a raczej nie zaszło przed laty. Czytaj resztę wpisu »





